Opatrznościowym wydarzeniem było wyjście na jaw organizacji zamachu na Wodza Trzeciej Rzeszy. Tego zdania są moi ulubieni luterańscy podkasterzy - ojciec i córka, ksiądz i ksiądz, Paul Hinlicky i Sara Hinlicky-Willson.
Dekonspiracja ta doprowadziła do aresztowania i zabójstwa luterańskiego teologa i duchownego Dietriecha Bonhoeffera.
Mija dziś 80 lat od jego śmierci w obozie koncentracyjnym.
Czego uczy mnie postawa Bonhoeffera, to tego, że czasami nie ma dobrego rozwiązania, są same złe. I że zło ze złem trzeba ważyć i za każde z nich wziąć odpowiedzialność.
Wyjątkowo nie podrzucę w komentarzu linka do odcinka, bo… go nie ma.
Bonhoeffer był na tyle ważnym i wpływowym teologiem, że podkasterzy przywołują jego stosunek wobec Rzeszy w zbyt wielu odcinkach.
Za każdym razem podkreślają odpowiedzialność, którą Bonhoeffer na siebie bierze.
Nie wybiela się; wie, że uczestnicząc w zamachu na życie Wodza robi źle; że odebranie życia drugiemu człowiekowi jest złe.
Do głębi porusza mnie tragizm rozterek jego sumienia.
W zapiskach więziennych z lipca 1944 roku pisze:
“Człowiek, który pozwala wciągnąć się w bieg rzeczy na świecie, który jest zdeterminowany do tego by nie uchylać się od odpowiedzialności za rzeczywisty bieg wydarzeń… będzie musiał czasami postąpić źle; i będzie winny.”
Podkasterzy stwierdzili, że gdyby zamach się udał, Bonhoeffer mógłby stać się ikoną i precedensem nie tyle tyranobójstwa, co mordów politycznych podawanych w pseudochrześcijańskim sosie.
In hoc signo vinces
Beksiński, XX w.
