Schadenfreude mi towarzyszy, gdy czytam kolejne dramy z “dogmatem o współodkupicielce”, z którego propozycją rozprawił się ostatnio biskup Rzymu.
Od dziecka jako ministrant co środy klęczałem na nowennie do “Matki Bożej Nieustającej Pomocy” powtarzając za księdzem słowa nowenny, w których tytułowaliśmy Pannę Marię “współodkupicielką. Jako młody chłopak nie zwracałem uwagi na formułki, teraz już się bardziej przykładam, dlatego Credo odmawiam bez Filioque.
Już jako trads katolicki musiałem być maryjny. Nigdy wcześniej jakoś nie byłem. Ja po prostu kochałem liturgię - i mszę i modlitwę psalmami. A, że maryjność to był synonim “PRAWDZIWEGO” chrześcijaństwa, to nie miałem wyjścia. Trzeba było się umaryjnić. Lekturą, która miała mnie w ową prawdziwą katolickość wprowadzić był “Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny”. Można się było z niego dowiedzieć, że modlitwa chrześcijanina jest zanoszona do Boga brudnymi rękami, więc Bóg spojrzy na nią lepiej dopiero gdy zostanie zaniesiona do Boga na przez Maryję - jakoby w drogocennym naczyniu.
Ostatnia decyzja papieża o niemożności stosowania w pobożności katolickiej tytułu “współodkupicielki” wywołała w tradsowskim świecie istny ból w miejscu połączenia pleców z nogami. Rzymski biskup twierdzi, że tytuł ten nie jest ani uzasadniony biblijnie, ani nie ma co do niego zgody u Ojców, nie może więc być ogłoszony jako dogmat, ani stosowany w pobożności katolickiej.
Po przejściu na luteranizm z tradycjonalizmu katolickiego mogę do listy “dogmatów”, których nie ma ani w Piśmie ani u Ojców dopisać jeszcze kilka.
Consensus Patrum to w ogóle ciekawa sprawa jest - od definicji “ojca Kościoła”, po ustalenie które kwestie teologiczne będziemy brali pod uwagę.
Szesnastowieczni reformatorzy zwracali uwagę na to, że Ojcowie często mieli ze sobą sprzeczne poglądy, a zbiór tych, które mieli wspólne był bardzo skromny.
I najważniejsze - gdy mówimy o Nieopisywalnym, każdy język jest niewystarczający i każdy święty (i grzeszny) mąż może błądzić.
Panna Maria w teologii Lutra była wskazywana jako wzór do naśladowania. Luterańskie kościoły w Niemczech czasami nawet noszą miano “naszej kochanej Pani” (np. Marktkirche Unser Lieben Frauen w Halle). Brakuje mi w Kościół Ewangelicko-Augsburski (Luterański) w Polsce nabożeństw z okazji liturgicznych wspomnień niektórych biblijnych historii związanych z Bogarodzicą. Mamy na nie porządki liturgiczne przygotowane, po prostu nie mamy tradycji ich odprawiania.
Nie brakuje mi jednak mariolatrii, w której uczestniczyłem za moich tradsowskich czasów.
Ambona z kościoła Panny Marii w Halle (Saale)
fot. blog Thomasa Gatzemeiera
