Przejdź do treści
Sola Scriptura To Bzdura
Wróć
Czym się różni wiara w ciało i krew Boga w Wieczerzy Pańskiej od wiary w...

Czym się różni wiara w ciało i krew Boga w Wieczerzy Pańskiej od wiary w...

Czym się różni wiara w ciało i krew Boga w Wieczerzy Pańskiej od wiary w nowotworowe uzdrowienia? Dla mnie - zakresem stosowalności nauki i wiary do mówienia o czymś w kategorii cudu.

Oryginalnie ta notka miała być komentarzem, ale się trochę rozrósł, więc ten wywód jest niejako odpowiedzią na komentarz do ostatniej notatki:

“Mnie ciągle zaskakuje, jak tam gdzie przyjmujesz warstwę duchową za prawdziwą (na przykład Sakramenty) zdajesz się nie polemizować, ale tam gdzie nie przyjmujesz, automatycznie próbujesz polemizować i obalać wspierając się działami filozofii i metody naukowej.”

Pierwsze założenie - w perspektywie Absolutu nie istnieje podział na “naukę” i “wiarę” - ten podział zaczyna się kształtować dopiero w epoce oświecenia. Jako chrześcijanin mogę więc i chcę patrzeć w optyce wiary na całość tego co mnie otacza. Ale to w ogóle nie eliminuje pragnienia i prób zrozumienia stworzenia, prób doświadczenia wielkości Stwórcy poprzez kunszt stworzenia.

Dlaczego więc przy sakramentach wierzę w ten cud darowanego mi zbawienia, a przy niewytłumaczalnych obecnie zjawiskach medycznych wchodzę w polemikę, gdy mówi się o nich w kategoriach nadzwyczajnej ingerencji Boga?

Pierwszym cudem nauka nie może się zająć, bo to poza jej granicą stosowalności - gdy się zajmuje by nas wyśmiać lub obalić, to będę żywo protestował, że przekroczyła swoje uprawnienia. Nie zajmuje się ona ani sensem życia, ani zbawieniem wiecznym.

Drugi zaś cud może być dziś lub w przyszłości badany i poznawany w laboratoriach. Na ten drugi cud mogę jednak spojrzeć w sposób, taki, że Bóg posłużył się sobie znanymi mechanizmami, których jeszcze nie rozumiemy, aby ktoś z nowotworu wyzdrowiał, ale nie mogę uwierzyć w to, że nastąpiła nadprzyrodzona interwencja. Nie umiem.

Mój protest skierowany w stronę religijną będzie zaś miał miejsce wtedy, gdy perspektywa religijna (nie tylko chrześcijańska!) rości sobie prawa do przeczenia racjonalności, doświadczeniu czy eksperymentom. Jest to, według mnie, katastrofa ewangelizacyjna. Ładnie to ujął Ojciec Kościoła Augustyn w ‘De genesi ad litteram’:

“Zazwyczaj nawet niechrześcijanin wie coś o ziemi, niebie i innych elementach tego świata, o ruchu i orbicie gwiazd […] i utrzymuje tę wiedzę jako pewną, opartą na rozumie i doświadczeniu. Jest rzeczą haniebną i niebezpieczną dla niewierzącego słyszeć, jak chrześcijanin, rzekomo objaśniający znaczenie Pisma Świętego, bredzi na te tematy; powinniśmy dołożyć wszelkich starań, aby zapobiec takiej kłopotliwej sytuacji, w której ludzie ujawniają ogromną ignorancję chrześcijanina i wyśmiewają ją.”

Ta porada Augustyna jest ze mną, gdy w korpo kuchni odpowiadam na pytania w stylu “a czym się różni Twoja wiara od mormońskiej wiary w to, że antyczni żydzi przypłynęli do Ameryki”.

Bywa i tak, że to strona “religijnie niemuzykalna” zaprasza stronę rozmuzykowaną do dialogu. Tak było w przypadku zmarłego w tym miesiącu filozofa Jürgena Habermasa, którego stanowisko wobec chrześcijaństwa ewoluowało. Jego dialog z kardynałem Ratzingerem, późniejszym papieżem, z początku tego stulecia był dla mnie na tyle inspirujący, że relacji rozumu i wiary poświęciłem swoją pracę magisterską z filozofii. Więcej o jego “przerażeniu” współczesnym światem i próbie użycia (!) religii do swoich poszukiwań podstawy dla społeczeństwa znajdziecie w podkaście Więź mu poświęconym, od około 21 minuty (link w komentarzu).

A jak jest z tymi cudami, sakramentami, łaskami, interwencjami z Bożej, a nie z mojej ani żadnej innej ludzkiej strony? Dowiemy się w swoim czasie. Gdyż, znów Augustyn,

“niespokojne jest serce nasze,

dopóki w Tobie nie spocznie.”


Augustyn

witraż kaplicy urszulanek w Onze-Lieve-Vrouw-Waver, Belgia

./image.png



Udostępnij:

Poprzedni wpis
Jerozolima Jeremiasza opuszczona i spustoszona. Jak Drezno w 1945, jak Gaza...
Następny wpis
Ludziom kończyny cudownie nie odrastają. Choć sam w potocznie rozumiane cuda...