Luterańska antropologia nie ma złudzeń co do ludzkiej kondycji.
Opisuje ona chrześcijanina jako “simul justus et peccator” (łac. jednocześnie sprawiedliwy i grzeszny), czemu poświeciłem już kiedyś notkę.
Wierzymy, że nasz grzech jest właśnie tym miejscem, w które ze swoją świętością przychodzi Chrystus; sami zaś z siebie, jesteśmy grzechem - dobra więc musimy szukać nie w sobie, lecz w Panu.
Przyszło mi to na myśl czytając artykuł pt.:
Nie „żyj w zgodzie ze sobą”. To zwyczajnie niebezpieczne
współczesnego filozofa Tomasz Stawiszyński, który już jakiś czas temu pojawił się w Więź.
“Konfrontacja z własną ambiwalencją, własną ciemną, podstępną, wstydliwą stroną jest nie tylko doświadczeniem trudnym psychicznie, lecz również niewątpliwym wyzwaniem moralnym. Wiąże się z oczywistym dyskomfortem wynikającym z niemożności dalszego podtrzymywania wyidealizowanego obrazu siebie.
[…] Gdy raz pojmiemy, że nie jesteśmy bezwzględnie czyści, dobrzy i szlachetni, zawsze wybierający to, co najlepsze, porządni, życzliwi i bez skazy, nic już nie będzie wyglądało tak samo. […] Dopiero uświadamiając sobie w pełni własną ciemną stronę, nieoczywistość i zależność od nieświadomości, człowiek zyskuje – paradoksalnie – zupełnie nową autonomię.”
Cały artykuł polecam, link w pierwszym komentarzu ⬇️
Zstąpienie do piekieł (Chrystus dźwigający Adama)
Mikołaj Koszelew, 1900

https://wiez.pl/2022/10/25/nie-zyj-w-zgodzie-ze-soba-to-zwyczajnie-niebezpieczne/