Mam kilka grobów, które lubię odwiedzać.
Jednym z nich jest grób człowieka, w którego poezji doszukuję się wątków zmagania z wiarą i o wiarę.
Gdy odwiedzałem Kościół Wang, na tamtejszym przykościelnym cmentarzu poszedłem na grób zmarłego 10 lat temu Tadeusza Rożewicza.
Choć był katolikiem, to poprosił o pochówek na luterańskim cmentarzu. W swoim testamencie napisał:
“Moja ostatnia wola i prośba, jest moim pragnieniem, aby urna z moimi prochami została pogrzebana na cmentarzu ewangelicko-augsburskim przy kościele Wang w Karpaczu Górnym. Proszę też miejscowego pastora, aby wspólnie z księdzem kościoła rzymsko-katolickiego (którego jestem członkiem przez chrzest św. i bierzmowanie) odmówił odpowiednie modlitwy. Pragnę być pochowany w ziemi, która stała się bliska mojemu sercu, tak jak ziemia gdzie się urodziłem. Może przyczyni się to do dobrego współżycia tych dwóch – rozdzielonych wyznań i zbliży do siebie kultury i narody, które żyły i żyją na tych samych ziemiach. Może spełni się marzenie poety, który przepowiadał, że „Wszyscy ludzie będą braćmi”. Amen.”
Wiersz “Czas na mnie” po raz pierwszy zrobił na mnie wrażenie, gdy w MOCAK Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie / Museum of Contemporary Art znalazł się na jednej ekspozycji wraz z rzeźbami nagrobnymi Krzysztofa M. Bednarskiego.
Czas na mnie
czas nagli
co ze sobą zabrać
na tamten brzeg
nic
więc to już
wszystko
mamo
tak synku
to już wszystko
a więc to tylko tyle
tylko tyle
więc to jest całe życie
tak całe życie
grób Różewicza
w tle Kościół Wang w Karpaczu
