Etyka “biblijna” i moralność “chrześcijańska” to sformułowania które działają na mnie jak płachta na przysłowiowego byka. Być może z tego powodu, że często obserwowałem jak próbuje się “dowodzić” własnego absolutnego rozstrzygnięcia dylematów moralnych jako jedynego uprawnionego i nieomylnego. A z tych samych tekstów, różne denominacje tworzą różną “moralność chrześcijańską”.
Wewnątrz chrześcijaństwa akcenty na ludzkie działanie “moralne” (definicje na bok!) są położone mniej lub bardziej. To co przekonało mnie do luteranizmu to jego nacisk na wiarę (choć i w samym luteranizmie odnajdziemy nurt pietystyczny, który większy akcent kładzie na ludzkie działanie).
I tu na scenę wchodzi Immanuel Kant, wychowany w rygorystycznej pietystycznej rodzinie. (edit: Kant nie był synem pastora - Schleiermacher był. Dziękuję Mateuszowi z polecanego niżej odcinka za czujność).
Ten wielki filozof sprowadził chrześcijaństwo do moralności właśnie. Polemizował z nim Schleiermacher, który z kolei chrześcijaństwo sprowadził do przeżycia wewnętrznego.
W swojej osobistej filozofii religii nie podzielam poglądów żadnego z tych myślicieli. Wiara jest czymś, co ciężko mi ubrać w słowa, choć we własnych zmaganiach intelektualnych nie ustaję.
Więcej o kantowskiej filozofii religii, filozofii prawa i epistemologii w podkaście Rozmowy Stołowe, Polecam, choć to za mało powiedziane. Kant wpłynął przemożnie na tak wiele prądów myślowych, że po Kancie nie da się już uprawiać ani teologii ani filozofii tak samo, jak przed nim.
Link (YT, Spotify) w pierwszym komentarzu.
Chrystus i cudzołożnica
Pieter Bruegel (starszy)
1565
