We wczorajszej notce wspominałem o tym jak filozof Tomasz Stawiszyński zaczyna orbitować wokół chrześcijaństwa.
W kilku wywiadach, których przesłuchałem, opowiada on o tym, że wizja troski o chorego i potrzebującego, do której wzywa chrześcijaństwo jest wizją, która jest mu bliska (zaznacza również nasze grzechy i historyczne instytucjonalne wynaturzenia).
Wczorajszy dzień w luterańskiej rodzinie to głównie wspomnienie Świętej Łucji, które w Skandynawii do tej pory jest uroczyście (i również świecko) celebrowane z wykorzystaniem symboliki światła.
13 grudnia pamiętamy również o zmarłym w 1769 roku Christianie Fürchtegocie Gellercie.
Ten oświeceniowy poeta, zostawił nam m.in. zbiór tekstów, które stały się pieśniami kościelnymi.
Jedna z nich łączy się z tym, o czym mówi Stawiszyński. Jest to pieśń numer 825 ze Śpiewnika Ewangelickiego - Kto mówi: ‘Boga ja miłuję’
- Kto mówi “Boga ja miłuję”,
a nienawidzi braci swych,
z przykazań Bożych ten żartuje
i w sercu nie poważa ich.
Bóg, który jest miłością, chciał,
byś miłość ku swym bliźnim miał.
- Gdy Bóg cię dobrem rozweselił,
a widzisz jako cierpi brat,
gdybyś mu wsparcia nie udzielił,
obnażonemu nie dał szat,
wstąpiłbyś tym na grzeszny szlak,
bo ci miłości Bożej brak.
- Kto daje posłuch obmownemu,
pomaga sławę bliźnich psuć,
kto nie obraca ku dobremu,
co inni zdradnie poczną knuć,
lecz, owszem, uczestniczy w tym -
miłości nie ma w sercu swym.
- Com czynił z bliźnich najmniejszemu,
to Jezus, Pan nasz, uznać chce,
jak gdybym wszystko świadczył Kemu,
uczynki dobre, jak i złe.
A ja, chcąc uczniem Jego być,
nie miałbym w bliźnim Mistrza czcić?
Chrystus myjący nogi apostołom.
Mozaika z monasteru Osios Lukas w Grecji,
połowa X wieku
