Różnić się trzeba umieć. A grono odbiorców mojego mini-bloga jest bardzo różnorodne, patrząc chociażby po nakładkach na zdjęcia profilowe niektórych z Was.
Bardzo się cieszę, że jesteście, choć pewnie nie zawsze zgadzacie się z moimi poglądami, lub ze swoimi wzajemnie.
Ten zbiór moich poszukiwań zaczął powstawać w kończącym się roku. I jestem wdzięczny Panu i Wam, że poznałem dzięki niemu ludzi różnych wyznań (i ich braku). Jest to dla mnie jakiś dowód na to, że umiemy znaleźć to co nas łączy.
Jeszcze bardziej cieszy mnie, że pewne tematy o duchowości i liturgii, które poruszam, rezonują w różnych “skrzydłach” polskiego ewangelicyzmu.
I taki jest mój Kościół - wszyscy grzesznicy w jednej Winnicy.
Dwa lata temu żegnałem duchowego towarzysza - papieża Benedykta XVI,
rok temu żegnałem swój katolicyzm - paradoksalnie na rekolekcjach jezuickich.
Swoje pierwsze pozytywne spotkania z teologią ewangelicką zawdzięczam papieżowi Ratzingerowi właśnie. I to z nim nie zgadzam się np. rozmyślając nad eklezjologią deklaracji “Dominus Jesus”.
On też kilka lat temu ratował mi wiarę, gdy w “Przyszłości wiary” pisał:
Czasami wiara wyraża się prostym <
Sobie i Wam życzę byśmy byli skromnymi pracownikami Winnicy Pańskiej i współpracownikami Prawdy.
Grób Benedykta XVI w Grotach Watykańskich
fot: Catholic News Agency
