Lutra można z Mateczką Kozłowską pomylić:
“Każdy kościół niech zachowuje zwyczaje, modły i nabożeństwa i niech drugiemu swoich praktyk religijnych nie narzuca. We wszystkim niech będzie miłość, w rzeczach niekoniecznych do zbawienia - wolność, a w koniecznych jedność.”
Brzmi jak Luter, a to mariawicka mistyczka i święta - Maria Franciszka Kozłowska.
W kończącym się tygodniu modlitw o jedność chrześcijan uczestniczyłem w starokatolickiej mszy sprawowanej w obrządku mariawickim w tej intencji (luterski wtręt: nie wierzę, że można liturgię sprawować w jakiejś intencji - ani liturgię godzin, ani liturgię eucharystyczną).
Było to dla mnie doświadczenie egzotyczne :D - wszystkie te modlitwy zwykłem był odmawiać, przez prawie dziesięć lat, po łacinie.
Ryt mariawicki, jak przedstawił to duchowny, jest trydenckim rytem mszy rzymskokatolickiej, przetłumaczonym na język polski.
Duchowość mariawicka z Lutrem ma jeszcze jedno wspólne - naśladowanie błogosławionej Panny Marii. Dla Lutra to wzór chrześcijanina. Mariawityzm właśnie od naśladowania życia Marii bierze swoją nazwę - Mariae vitam imitantes.
Choć sam jestem BARDZO sceptyczny wobec nadprzyrodzonego działania Pana w świecie, w cuda, objawienia, glosolalie i spoczynki, to jednak nie ja będę mówił Bogu jak ma działać w Swojej Winnicy.
Nie wykluczam takich rzeczy, choć w nie nie wierzę.
Najważniejszym dla mnie przeżyciem wspólnego chrześcijaństwa było to, że mogłem z ich ołtarza i z nimi przyjąć Ciało i Krew Pańską, bo łączy nas wzajemnie wyznawane Credo, wzajemnie uznawany chrzest i wzajemna gościnność eucharystyczna <3
W komentarzu załączam fragment Magnificatu brytyjskiego kompozytora John Rutter, lecz ze znacznikiem czasu, tak byście usłyszeli jak pięknie buduje napięcie na słowach:
“ecce enim ex hoc beatam me dicent omnes generationes” (łac. oto bowiem odtąd nazywać mnie błogosławioną będą wszystkie pokolenia).
Śpiewałem ten Magnificat dwukrotnie i za każdym razem było to duchowo-muzyczne przeżycie.
