Tradycja rzecz święta! Nawet u ewangelików - wie każdy kto próbował coś nietradycyjnego ewagnelicyzmowi polskiemu zrobić.
Jako tradycjonalistyczny katolik nasłuchałem się wystarczająco pewnego katolickiego duchownego z tytułem profesorskim (!), który dowodził jaki to anty-intelektualny i anty-rozumowy jest Luter. Z takimi mitami w głowie przyszedłem do pewnego luterańskiego teologa, by mi to poukładał w głowie, bo przecież nie mogłem zaprzeczyć faktowi, że niemiecka teologia ewangelicka (reformowana i luterańska) była tak wpływowa, że mierzyć się z nią musieli i filozofowie i teologowie rzymscy - jak np. mój ukochany Benedykt XVI.
W ostatnim odcinku Rozmowy Stołowe, prof. Sojka dostarcza jeszcze jednego odkłamania “antyracjonalizmu” Lutra - przytaczając jego argumentację za chrztem niemowląt.
Polemizując z anabaptystami Luter powołuje się na tradycję właśnie, jako na wyrazicielkę obietnicy złożonej w Słowie Bożym. Reformator tłumaczy, że gdyby prawdą był pogląd anabaptystów, że tylko chrzest w wieku tzw. świadomym (poironizuję sobie: tak jakby nasza świadomość była w stanie “pojąć” ogrom Bożej łaski) jest ważny, to przez kilkaset lat nie moglibyśmy mówić o chrześcijaństwie i Kościele, gdyż praktyka chrztu niemowląt stała się popularna i na Wschodzie i na Zachodzie na kilkaset lat przed Reformacją.
Taki pogląd przeczyłby słowom Chrystusa, że zawsze będzie ze swoim ludem, a Jego Kościoła bramy piekielne nie przemogą - jak zaświadcza Pismo Święte.
I jeszcze ciekawostka liturgiczna:
Luter był zwolennikiem czytelności symboliki liturgicznej i tego co ona oznacza. W przypadku Chrztu Świętego argumentował, że taką czytelność symboliki obmycia z grzechów zapewnia chrzest przez zanurzenie - jak ma to miejsce w kościołach Wschodu.
Cały odcinek poświęcony Sakramentowi Chrztu znajdziecie w pierwszym komentarzu.
W poprzedniej notce poświeconej chrztowi niemowląt poleciłem anglojęzyczny podkast, a tu się świetnej jakości polskojęzyczny materiał pojawił :)
Nowe baptysterium w kościele Świętych Piotra i Pawła,
Lutherstadt Eisleben
fot. Frank-Heinrich Müller
