Do heretyków w muzyce i sztuce zabierałem się jak pies do jeża.
Gdy moje kryzysowe położenie pogłębiało się wraz z każdą przeczytaną książką, burzyła się moja twierdza tradycyjnego katolicyzmu, w której wszystko jest takie precyzyjne, poukładane i pewne - ową pewność gwarantował system, w którym wszystko było zdefiniowane tak, aby tę spójność zachować.
Wydaje mi się, że tę silną potrzebę precyzji i uporządkowania świata wypełnił mi tradycyjny katolicyzm właśnie.
Z tej spójnej strefy komfortu wyrwały mnie studia filozoficzne - pokazały jak pięknym i wartościowym był katolicki pęd do definiowania wszystkiego, ale uświadomiła mi też jak kultywuję żar popiołów, zamiast rozniecać ogień w moim hic et nunc.
Że teologia, katecheza, duszpasterstwo, liturgia to nie skansen, lecz próba zmagania się z wiarą i o wiarę tu gdzie postawił mnie Pan.
I w tym kryzysowym czasie profesor dyrygujący moim ówczesnym chórem rozpoczął z nami pracę nad kompozycją prof. Józef Świder - kompozytor do słów… Mikołaja Reja - renesansowego krzewiciela protestantyzmu i polszczyzny.
Utwór załączam w pierwszym komentarzu.
Chichot losu jest taki, że każdej niedzieli modlę się niedaleko tablicy poświęconej Rejowi w Parafia Ewangelicko-Augsburska w Krakowie.
O wszechmogący Boże, choć mało rozumiem,
O twojej wielmożności jeszcze niedobrze wiem,
Jedno widzę, iżeś jest, ale nie wiem jaki,
Bo twa moc okazuje już i kstałt wszelaki.
Dajże mi sie dowiedzieć o swej wielmożności,
Abych mogł lepiej służyć twej świętej miłości.
A już mię weź w opiekę, człowieka nędznego,
Abych chodził w obronie majestatu twego.
Wizerunek żywota czlowieka poczciwego (z którego pochodzi tekst utworu)
Mikolaj Rej
1567
