Małżeństwo było niesione przez Reformatorów na sztandarach jako coś szlachetnego, świętego i ze wszech miar zalecanego. A że Reformacja nie działa się w próżni, kontekst do którego się odnosiła był ówczesnym kontekstem tradycji zachodniej, w której małżeństwo nie było równoważne duchowieństwu czy monastycyzmowi.
W ostatnich komentarzach pojawiły się pytania o luterańskie rozumienie małżeństwa, a to wymaga obszernego wykładu, by nakreślić historyczny i społeczny wymiar czasów Reformacji, luterańskie rozumienie sakramentów, jak i współczesne różnorodne próby wykładni teologii małżeństwa. Wyczekując stosownego odcinka Rozmowy Stołowe, podzielę się moimi własnymi poszukiwaniami i napiszę Wam co dla mnie było w luteranizmie przekonujące w tej kwestii.
Po pierwsze, małżeństwo jest zjawiskiem człowiekowi naturalnym, nie jest wymagane do niego “powołanie”, co najwyżej “odwołanie” - na przykład by służyć bliźnim w diakonatach (ewangelickich odpowiednikach zakonów). Z tego powodu, żadna władza świecka czy kościelna nie ma prawa od nikogo wymagać wyrzeczenia się tego, co dobre i co Pan ustanowił dla ludzi.
Po drugie, luterańskie małżeństwo jest wolne od scholastycznych dociekań - kiedy zostało zawarte, a nie dopełnione, kiedy zawarte ważnie, kiedy nieważnie, kiedy sakramentalnie, kiedy naturalnie, czy nieważność można stwierdzić czy nie można, co jest materią sakramentu, jaka jest jego forma i kto musi mieć jaką intencję, etc.
Po trzecie, małżeństwo nie niesie ze sobą zbawczej łaski - tak luteranizm rozumie jego niesakramentalność (zbawienna łaska i odpuszczenie grzechów jest człowiekowi udzielane w Chrzcie oraz Ciele i Krwi Chrystusowej). Takim samym małżeństwem jest małżeństwo osób niewierzących, co chrześcijan czy innowierców.
Po czwarte, bardzo mnie przekonuje luterańska powściągliwość co do orzekania o rzeczach “na tamtym świecie”. Rzymskie lub prawosławne koncepcje teologiczne, które rozciągają małżeństwo poza śmierć, choć piękne, do mnie nie trafiają.
Żyję tu i teraz, i to tu i teraz na pewno ta relacja może trwać. Pismo słowami “ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić” oraz “jeszcze się nie objawiło, czym będziemy” zaleca mi raczej sceptycyzm poznawczy co do tego, jak to będzie, gdy mój mózg przestanie pracować.
Jak będą wyglądać wzajemne relacje Pana z jego współdziedzicami - to tajemnica.
Do broni!
Edmund Blair Leighton
1888
