Ewangelista Piłat to towarzysz moich wątpliwości, poszukiwań Sensu, pytań o to czy mogę uwierzyć w historię o żydowskim nauczycielu, który szedł na śmierć, a potem miał niby wstać z grobu.
Nie boję się wątpić, podważać i szukać. Bliski jest mi zarówno racjonalny punkt widzenia, jak i zdawanie się na tajemnicę i milczenie w kontemplacji. Ale ile tej tajemnicy a ile rozumu? Cieszę się, że w luteranizmie nie muszę bać się oskarżeń o herezję i odstępstwo gdy po ponowoczesnemu dekonstruuję sobie na użytek własny pojęcia, dogmaty i praktykę kościelną. Jak pisałem w ostatniej notce, u nas już wszystko było i chyba nic mnie nie zdziwi 😀
Ale nadal jest to miejsce, gdzie pomimo różnic zdań ze zborownikami, dalej spotykamy się na łamaniu chleba (Bogu dzięki za coniedzielną eucharystię w mojej parafii <3).
Wierzę pomimo wątpliwości, pomimo racjonalnego głosu, który wszystko w głowie mi podważa i dekonstruuje, który każe patrzeć na własną religijność jak na fenomen hormonów i elektrochemii mózgu.
Wierzę pomimo.
I jednym z przewodników w wątpiącej wierze był mi Piłat, a właściwie jego obraz z książki “Ewangelia według Piłata” E. E. Schmita. Jego zmaganie się z chrześcijańską wiarą żony, próba spotkania Zmartwychwstałego by zasypać go pytaniami doskonale korespondowała z moim ówczesnym stanem duszy.
W słowach Klaudii Prokuli “wierzyć i wątpić to to samo, tylko obojętność jest ateistyczna” znajdowałem jakąś nadzieję dla swojej wiary (przypominam, że byłem katolickim tradycjonalistą).
Końcówka tej książki zostawiła mnie nadal bez odpowiedzi, ale z pytaniem, które żona zadaje Piłatowi, ale poczułem, jakby zadawała je też mi:
“Nie będę więc nigdy chrześcijaninem, Klaudio. Ja bowiem niczego nie widziałem; wszystko przegapiłem, przybyłem za późno. Gdybym chciał wierzyć, musiałbym najpierw uwierzyć w świadectwo zostawione przez innych.
Prokula odpowiada mu przekornie:
A więc, być może, ty jesteś pierwszym chrześcijaninem?”
Éric-Emmanuel Schmitt, “Ewangelia według Piłata”, wyd. Literackie 2009
Chrystus przed Piłatem
Willem Vrelant, XV w.
