Trupy na ulicach i zbezczeszczone zwłoki - taki prezent mieszkańcy Kraków PL sprezentowali swoim ewangelickim współmieszkańcom na “pełnoletniość” krakowskiego zboru.
450 lat temu, w czerwcu, miał miejsce tumult cmentarny - 18 lat po pierwszym publicznym nabożeństwie ewangelickim w Krakowie.
Wesoła, obecnie część centrum Krakowa, wtedy zaś obrzeża, była świadkiem bardzo niewesołych rzeczy - krakowski tłum, głównie żaków Akademii Krakowskiej, zniszczył ogrodzenie cmentarza ewangelickiego, powyciągał trumny i wlókł zwłoki po ulicach miasta, bijąc je kijami. Los taki spotkał m.in. ciało zmarłego kilka lat wcześniej wojewody Stanisława Myszkowskiego.
Parafia Ewangelicko-Augsburska w Krakowie u swych początków była zborem kalwińskim, dopiero z biegiem lat stała się parafią luterańską, choć z wyraźnym udziałem kalwińskich zborowników.
Świętowaliśmy dziś 468 rocznicę powstania naszego zboru, zboru o który toczono boje; zboru, który mimo prześladowań zachował swoją wiarę. I choć jestem jego członkiem od niedawna, czuję się częścią tego dziedzictwa, czuję się za nie współodpowiedzialny. Wiele rzeczy mi się w nim nie podoba, wiele bym zmienił. Ale to mój zbór, wraz z jego historią i tożsamością, którą choć może nie zawsze podzielam, to z wdzięcznością przyjmuję jako wielopokoleniowe dzieło, które mogę teraz współtworzyć.
To mój dom <3
Myślę, że dobrze obrazuje to dlaczego jestem zwolennikiem nurtu ewangelicko-katolickiego (nie, nie rzymskiego, katolickiego w oryginalnym znaczeniu tego słowa - powszechnego) wewnątrz teologii luterańskiej (znam termin “evangelical catholic” tylko z luteranizmu amerykańskiego) - z potrzeby posiadania korzeni sięgających dalej niż ja, mój zbór, Reformacja, chrystianizacja tej części Europy itd.
Ciągle zaś ze świadomością, że jestem karłem na ramionach gigantów, jak to pięknie podsumował średniowieczny filozof Bernard z Chartres (nie, nie Newton):
“jesteśmy jak karły, które wspinają się na ramiona gigantów, by widzieć więcej od nich i dalej sięgać wzrokiem, i to nie za sprawą bystrości swojego wzroku, czy wysokości ciała, lecz dzięki temu, że wspinamy się w górę i wznosimy na wysokość gigantów.”
Na koniec zaś fragment zwrotki pieśni, którą zakończyliśmy dzisiejsze nabożeństwo (ŚE 290):
Tak jak w dawne niepokoje
miej na pieczy sługi swoje,
w jasne dni i grozy czas
ratuj, broń i prowadź nas!
W komentarzu wspaniałe wykonanie tej pieśni z Parafia Ewangelicko-Augsburska św. Mateusza w Łodzi
Taniec śmierci
Berndt Notke, XV w
Kościół Mikołajowy, Tallin, Estonia
