Problemy z erekcją? Konar nie płonie? Matka Boża pomoże!
Awaria kolana? Defekt wzroku? Żaden problem!
Woskowe świece w kształcie prącia, macicy, oczu, piersi, kończyn wszelakich można w fatimskim sanktuarium spalić w przeznaczonym do tego rytuału miejscu, co ma symbolizować prośbę do Panny Marii o wstawiennictwo u Boga w tej sprawie.
Ani o wstawiennictwie zmarłych, ani o cudach, ani o objawieniach pisał w tej pourlopowej notatce nie będę. Zdjęć woskowych narządów płciowych z Fatimy też nie wrzucę, bo obawiam się cenzury wielce szanownych algorytmów.
No i na początku mnie to oburzyło. Raz, że jakieś niby objawienia; dwa, że jakieś pogańskie palenie woskowych figurek.
Ale wewnętrzny filozof pracował w pocie czoła, pomimo urlopu.
Rytuał jest człowiekowi potrzebny. W różnym stopniu, na różne sposoby, każdemu inaczej, ale jest potrzebny. Rumuński religioznawca Mircea Eliade poświęcił swoje życie na badanie tego zagadnienia i nazwał człowieka “homo religiosus” - człowiekiem religijnym. Eliade widział w rytuale coś, co zakorzenia człowieka w świecie sacrum. Część nurtów psychoterapii czy terapii uzależnień (zupełnie “świeckich”) również inkorporowało w siebie drobne rytuały.
Łatwo ewangelikom krzyczeć “pogaństwo”, gdy katolicy palą woskowe prącia, lub gdy prawosławni zostawiają w cerkwiach pokarmy czy ściereczki, aby “naszły świętością”. Sami mamy jednak swoje rytuały i zawsze można czemuś, co nam się nie podoba znaleźć odpowiednią szufladkę z napisem “pogaństwo”, “faryzeizm”, “zaścianek”. Braterstwo uczy pokory. Lub na odwrót.
Wiem, że moje tęskne wzdychanie do wysokoliturgicznych luterańskich wspólnot ze Szwecji czy USA to w części moich współwyznawców z Kościół Ewangelicko-Augsburski (Luterański) w Polsce wywołuje drapanie się po głowie pt: “a-na-co-to-komu-potrzebne”, lub co gorsza: “a tak to nie będzie, bo się ludziom z katolicyzmem kojarzy”.
Marzę jednak, i o taki kościół się modlę, byśmy się wszyscy w jednym kościele zmieścili, bez względu na ilość adiafor, które jesteśmy w stanie tolerować w naszym wspólnym domu - tak by wysokoliturgiczny brat i siostra również mogli nakarmić się do syta Bachem, organami, kadzidłem, pokłonami…
Jedność, to przecież nie jednolitość.
W komentarzu załączam śpiewane salutatio (“Pan niech będzie z Wami”), kolektę (modlitwę, którą zbór wznosi ustami liturga), oraz amen. Pochodzi to z luterańskiej mszy Michaela Praetoriusa (XVII wiek)
Michaelis hauptkirche w Hamburgu
Co niedzielę jest tam nabożeństwo w formie ewangelickiej mszy
fot: readly
