Liturgia godzin nie jest dla mnie miłosierna w tym tygodniu. Zmusza do zmagań. Cały bowiem tydzień, od przednieszporów niedzieli do laudesów soboty (zerknąłem na teksty w przód) karmić mnie będzie głównie Synoptykami i ich opisami Jezusa-Cudotwórcy.
Za każdym razem w głowie pojawiają się pytania o stan wiedzy autorów natchnionych. Jesteśmy przecież przed narodzinami nowożytnej nauki i metody naukowej. Muszę szukać więc w nich głębiej. Szukać czegoś egzystencjalnego dla siebie i swojej wiary. Nie zaś “historycznych” czy “naukowych” faktów. Przewodnikiem w takim czytaniu Pisma jest ewangelicki teolog Rudolf Bultmann. Jego postulat “demitologizacji” wywołał niemały skandal, był albo uwielbiany, albo z ambon potępiany.
Słowo “mit” jest tu problematyczne. Bo popularnie rozumie się je jako fałsz, religioznawczo (wg. Eliadego) jako fundamentalną i prawdziwą opowieść wewnątrz jakiegoś systemu religijnego, zaś dla Bultmanna to antyczna kosmologia i przestarzały język mówienia o spotkaniu z Prawdą. Twierdził on, że nie jest możliwe głoszenie Ewangelii światu, w którym mamy prąd i samochody (a to były lata 30/40-te ubiegłego wieku, a więc jeszcze przed postmodernizmem chrześcijańskim) bez owej demitologizacji - uwspółcześnienia języka tak, by trafiać do człowieka współczesnego.
Aby się do Bultmanna przekonać, musiałem wziąć udział w dyskusji w Parafia Ewangelicko-Augsburska w Krakowie na ten temat. Bultmanna znałem tylko z tradycjonalistyczno-katolickich krytyk, które zarzucały mu “herezję, modernizm, protestantyzm”. Na cóż więc miałem czytać takie głupoty. Kiedy jednak przeczytałem programowy dla niego tekst “Jezus Chrystus a mitologia”, zobaczyłem w Bultmannie kogoś, kto stara się Pismo wyłożyć nie jako “baśń” o Cudotwórcy, lecz o egzystencjalnym postulacie chrześcijaństwa, którym Pismo jest przesiąknięte.
Tekst Bultmanna z lat 50, podsumowujący koncept demitologizacji (w języku angielskim) załączam w pierwszym komentarzu.
Nie rozstrzygnę czy cuda Jezusa są “faktyczne historycznie”, są faktyczne mitologicznie (rozumując po Eliadowemu), a przez to demitologizacja (rozumując po Bultmannowemu) daje mi, inżynierowi i filozofowi, coś, czego NA PEWNO mogę się uchwycić - Sens.
Na co jednak zgodzić się nie mogę, to gdy ktoś zabrania takiego czytania Pisma. Nie bronię nikomu wiary w te cuda, wszak skoro Jezus jest Bogiem, dlaczego nie miałby ich móc czynić? Dla mnie nie jest to jednak doktryna na której Kościół stoi i upada. Nie potrzebuję więc takich rozstrzygnięć.
A żem bardzo eucharystycznym lutrem jest, nie mogę Lutrem nie zakończyć:
„To jest wielki cud, że Bóg daje nam swoje Ciało i Krew w chlebie i winie, abyśmy mieli pewność, że grzechy są nam odpuszczone i że On jest naszym Bogiem, a my Jego ludem.”
Kazanie na Boże Ciało (1523), tak tak, luteranie też świętowali Boże Ciało :)
AMEN!
Witraż z kościoła Św. Mateusza
Charleston, USA

https://archive.org/details/JesusChristAndMythology/page/n1/mode/2up