Już i jeszcze nie - kolejny z luterskich paradoksów. I kolejny z ulubionych. Zbawienie nie jest czymś co się “dzieje” po śmierci. Chrześcijanie są wezwani w wierze, by żyć nim już teraz. To darmowy dar/łaska (łacińskie słowo “gratia” odpowiada i słowu “łaska” jak i słowu “dar”) składany w Słowie i w Sakramentach, które przyjmujemy wiarą. Radością bycia zbawionymi możemy żyć już teraz. Około 500 lat po Lutrze do takiej radości wzywał i papież Benedykt XVI swoją encykliką “Spe salvi”, w której za Pawłem powtarza “W nadziei już jesteśmy zbawieni” (ukochany przez Lutra “List do Rzymian”).
Jeszcze nie jesteśmy w pełni uświęceni i jeszcze nie doświadczamy pełnej chwały zbawienia, bo żyjemy w świecie, grzeszymy i odwracamy się od Boga. Nasze usprawiedliwienie jest już teraz, ale proces uświęcenia — upodabniania się do Chrystusa — jest zadaniem na całe życie. To nie jednorazowe wydarzenie w życiu, jak część ewangelikalnych i zielonoświątkowych braci twierdzi. Pan zaś daje nam swoje Słowo w Piśmie i w Sakramencie, byśmy przy Nim trwali. Dopiero jednak gdy ukończymy bieg życia, wypełnią się obietnice, które w swoim Słowie i w sakramentach całe ziemskie życie nam potwierdzał.
I tą pewnością żyję.
Gdy rozmawiałem ze znajomą o pogrzebie innego znajomego, ojca głęboko wierzącej rodziny, powiedziała ona coś, czym chciałbym się z Wami podzielić.
Członek rodziny nad grobem ojca wygłosił bardzo, hmm, stereotypowo protestanckie przemówienie, choć może w duchu encykliki Spe salvi? Wszak to katolicki pogrzeb był.
Dziękował w tym przemówieniu Bogu za wszystkie lata z ojcem, za dzielenie wiary, pasji, wartości. I głośno mówił o nadziei spotkania po śmierci.
Znajoma zaś podsumowała to słowami:
“ja to zazdroszczę tym wierzącym, że tak sobie wszystko Bogiem potrafią wyjaśnić”.
Może była w tym nutka szyderstwa, może odrobina podziwu? Może nieświadomie powtórzyła nietzscheański zarzut o chrześcijaństwie jako religii resentymentu, religii słabych?
Dla mnie, chrześcijanina, perspektywa na to wszystko jest inna - Bóg nie jest mi “wyjaśnieniem”, zapchajdziurą. To nie pomnikowe “Bóg tak chciał”.
Nie wyjaśniam nim sobie świata, bo bym Boga używał instrumentalnie do swoich celów.
Ufam mu.
Ufam jak komuś, kogo kocham i kogo czasami nie rozumiem.
Wierzę, że wie lepiej.
I choć czasem się z nim kłócę, to ostatecznie kilka razy dziennie powtarzam:
BĄDŹ WOLA TWOJA!
W komentarzu przepiękny chorał (serio, posłuchajcie sopranu, jak się wyłania z cienia) z motetu “Unser Leben ist ein Schatten” (nasze życie jest cieniem) Jana (nie-Sebastiana) Bacha.
O Panie, naucz nas dobrze wspominać, żeśmy wszyscy śmiertelni!
Że nie mamy tu również żadnego stałego miejsca,
wszyscy: uczeni, bogaci, młodzi, starzy czy piękni -
wszyscy musimy odejść.
Konfessionsbild w kościele Świętego Andrzeja,
Weißenburg, Niemcy
fot: blog luthererleben
