Pusto jak w kalwińskim zborze - mawiało się w moich stronach. Przynajmniej tyle, że w “kalwińskim”, a nie wrzucono do tego worka i luteran :D Przydarzyło mi się czytać dziś z czytanie z Drugiej Księgo Mojżeszowej, gdzie dziesięć przykazań jest w całej krasie zapisane. Na nabożeństwie ewangelicko-reformowanym 😱.
Podział na dziesięć, jak i samo autorstwo Tory tradycyjnie przypisywane Mojżeszowi, to przekaz tradycyjny. Choćbyśmy się upierali, nie doliczymy się dziesięciu słów (z greckiego dekalog to dziesięć słów). Świetne kazanie miał o tym rzymskokatolicki biblista ks. prof. Wojciech Węgrzyniak (link w komentarzu).
Czytaliśmy dziś: “Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego wizerunku tego, co jest w górze na niebie i na dole na ziemi, ani tego, co jest w wodzie pod ziemią.”
Jak to jest, że kalwińskie zbory, przysłowiowo, puste, zaś luterskie tak niejednokrotnie bogato zdobione?
Nieżyjący już szwedzki biskup Bo Giertz (uproszczona wymowa: Bó Jets), którego “Wierzyć po ewangelicku” mi polecono i które ja Wam gorąco polecam, nazwie tendencje traktujące wszystkie teksty Starego Testamentu z tą samą dozą dosłowności “fundamentalizmem”. Pisze on, że w tradycji luterańskiej tylko Chrystus jest kluczem w którym czytamy Stary Testament. Ów “obraz Boga niewidzialnego” (Kolosan 1:15), nadaje inną wagę różnym typom literackim, co podkreślał nie tylko szwedzki biskup, ale i sam Luter w swoich komentarzach do ksiąg biblijnych.
Gdy w Wittenberdze zabrakło Lutra i zaczął się ikonoklazm, po powrocie zaczął on zwalczać to barbarzyństwo (czynione pewnie w dobrej wierze). Luteranizm zachował sztukę w wielkim szacunku. Malarz Cranach był nawet świadkiem na ślubie Lutra. Jest jednak różnica w podejściu Reformatorów do sztuki, w stosunku do średniowiecznego chrześcijaństwa. Sztuka ma być pomocą w wierze, pobożności, katechezie. Nie może być obiektem czci, kultu, gdyż ten przynależny jest samemu Bogu. Stąd u luteran nie znajdziemy “świętych” obrazów, “cudownych” rzeźb, sanktuariów, obrazów objeżdżających parafie, całowania kościelnej sztuki.
U reformowanych braci podejście do sztuki sakralnej ewoluowało, obecnie jest bardziej zniuansowane niż za czasów Reformacji. O ile książkową prawosławną czy rzymską zdrową teologię sztuki sakralnej jestem w stanie zrozumieć, to obserwowanie ich praktycznego wydania przekracza moje granice ortopraksji i wzbudza we mnie poczucie bałwochwalstwa.
Gdzie jednak gorąco podzielam reformowaną wykładnię przykazania o czynieniu obrazów, podobizn i wizerunków? W dogmatyzmie i doktrynerstwie.
Gdyż jak powiedział XX wieczny reformowany teolog Karl Barth (polecam zerknąć na Polecam poczytać Karla Bartha), drugie przykazanie dotyczy i tej strefy - by nie czynić i nie oddawać czci pojęciom, które są ludzkim tworem.
Bez względu czy tworem papieża, soborów, Lutra lub Kalwina.
Soli Deo gloria!
Beeldenstorm, furia ikonoklastyczna
Jan Luyken, 1681
Beeldenstorm to kilkutygodniowy tumult w Niderlandach z końcówki lata 1566 roku, który niszczył w kościołach organy, szaty liturgiczne, księgi, naczynia liturgiczne, rzeźby, obrazy itd…
Ów zachowawczy charakter reformacji luterańskiej był również jednym z powodów, dla których zostałem luteraninem, a obecnie uważam się za zwolennika nurtu, który w amerykańskim luteranizmie nazywa się “evangelical catholic”
