Msze za zmarłych i tarot - co mają wspólnego? Nic :D Ale posłużą mi do zilustrowania prób bycia człowiekiem konsekwentnym w swojej duchowości.
Jako trads uwielbiałem piętrowe konstrukcje teologiczne, tabelki życia duchowego Garrigou-Lagrange’a, podziały łask, typów intencji, odpowiedniości formy i godziwości materii. Co w tradsiźmie ceniłem i w czym widzę jego duży magnetyzm (który i mnie kiedyś pociągnął) to owo formalizowanie i uspójnianie wszystkiego co się da. Wszystko jest dopasowywane do siebie, tak by pasowało do całości obrazka.
Miałem jednak ten przywilej, by natknąć się w swoim życiu filozoficznym na ks. prof. Michała Hellera, który w jednej książce rozszczelnił mi takie podejście. Bycie spójnym w pełni jest niemożliwe. Nie znamy powiem wszystkich konsekwencji swoich twierdzeń, nie mamy w naszych mózgach wystarczającej mocy obliczeniowej by przewidzieć wszystkie skrajne przypadki stosowalności naszych poglądów. Musimy nauczyć się żyć z brakiem spójności i precyzji oraz potrafić swoje poglądy korygować.
Mimo to jest we mnie ciągle ogromna potrzeba spójności, choć już nie tak kategoryczna, jak kiedyś. Jest to jeden z powodów dla których zdecydowałem się nazywać luteraninem, a nie anglikaninem. Choć to anglikanizm słynie ze swojej większej staranności co do liturgii, to z dwojga wymienionych tradycji luteranizm oferuje mi spójniejszą teologię.
A tarot i msza za zmarłych?
Odmawiam brania udziału w jednym i drugim. I nie dlatego, że nie mogę - bo “wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść.” (1. Kor 6, 12).
Andrzejkowe lanie wosku serwuje kupę śmiechu i nikt z moich znajomych nie traktuje tego poważnie - duchowościowo, ezoterycznie. Nie mam żadnych oporów by się w ten sposób bawić z ziomkami. Z tarotem miałem jednak inaczej - odmówiłem. Czy to spójne? W mojej odpowiedzialności wobec własnego sumienia - tak. Znam osoby, które w tarota i inne ezoteryczne zjawiska wierzą i je praktykują. Podobnie jak znam osoby, które wierzą w wyciąganie dusz z czyśćca za pomocą “dawania na msze”. Nie chciałbym nikomu dawać do zrozumienia, że w te rzeczy wierzę.
Bo nie wierzę. We wróżby, horoskopy, taroty, czyśćce, “dawanie na msze”.
Poważnie traktuję spójność luterskiej tradycji teologicznej ze swoim postępowaniem.
Czy to spójne? Czy radykalne? Może?
Miałem okazję odmówić i jednego i drugiego, a mimo to moje relacje z ziomeczkami nie ucierpiały.
A ziomeczków mam fantastycznych!
Mozaika z ewangelickiego kościoła Wniebowstąpienia na Górze Oliwnej
