Nigdy nie zrozumiałem, nie pokochałem, nie “wmodliłem” sobie różańca.
Wiecie, nawet rozważając każde słowo Pozdrowienia Anielskiego, rozważając każdą tajemnicę różańcową, to nigdy nie było moje.
Powtarzanie tego samego w kółko nigdy mnie nie kupiło. Bo co to za modlitwa, jak się 50 razy powtarza to samo. Poza tym: mantry, mindfullnessy, różaniec, Modlitwa Jezusowa, to wszystko wrzucałem zawsze do jednego worka z napisem - nie moje. Takie podejrzane, mało skupione na chwale Bożej…
No i zbytnie podobieństwo do form modlitwy z innych religii też mnie nie przekonywało. Wykładowcy filozofii religii dawali nam do czytania mistyków innych religii czy mistyków ateistów i okazywało się, że to co opisywali mistycy chrześcijańscy podobnymi metodami można było osiągnąć w innych religiach.
W klasztorze, w którym byłem na swoich indywidualnych rekolekcjach, odbywały się równolegle milczące rekolekcje grupy modlącej się Modlitwą Jezusową. Owa grupa zainspirowała mnie, by dać szansę Modlitwie Jezusowej, ale nie jako sposobowi oddania Bogu chwały, tylko jako formy zupełnie “świeckiej”, uspokajającej wnętrze.
Zamiast imienia Jezus, czy “Kyrie eleison” mógłbym użyć i innych słów. Ale celem moich modlitw jest Bóg, więc będę posługiwał się chrześcijańskim słownictwem przy owej mantrze, gdyż lubię spójność symboli, znaczeń, tekstów itd. Lubię się ładnie modlić. Lubię, by mi wszystkie klocki do siebie pasowały - żeby był Ordnung!
Zaś to, że praktyki z kontrolą oddechu, nasłuchiwania serca i powtarzaniem sentencji są obecne i w religiach dalekiego wschodu i w chrześcijaństwie, to nie unieważnia ani ich skuteczności, ani przydatności, ani tego, że Bóg może posłużyć się mechanizmami stworzonymi przez siebie by się z nami komunikować. A jako głęboko wątpiący w fizykalno-materialne cuda jest to wręcz w mojej wierze podstawowy sposób komunikacji Boga z nami - to w optyce wiary widzę Jego działanie, nie w optyce fal elektromagnetycznych.
Dlaczego nie różaniec? Nie, nie dlatego, że jest tam dodatek wstawienniczy z przełomu XV i XVI wieku. Zawsze uczono mnie w modlitwie różańcowej świadomego odmawiania i rozważania wypowiadanych słów, żeby różaniec nie stał się mantrą.
W Modlitwie Jezusowej odnalazłem spokój wyłączonego myślenia, nie-rozważania. Oczyszczania umysłu, a nie dodawania kolejnych wątków do przemyślenia. Po “świecku” stała mi się “mantrą” czy mindfullness’em. Nie wiem czy powiedział bym, że się Modlitwą Jezusową modlę. Zacząłem ją praktykować, bo przynosi spokój, dzięki któremu mogę się lepiej modlić innymi sposobami. Wkomponowałem ją w “docelowe” formy modlitwy, jako wyostrzenie zmysłów duchowych.
Kilkanaście minut Modlitwy Jezusowej wyciszało mnie wewnętrznie zarówno przed śpiewaniem liturgii godzin, jak i przed rozważaniem Listu do Rzymian.
A właściwie listu do mnie.
Ale o tych owocach rekolekcji będę Wam pisał w następnych notatkach.
Wszystkiego Bożego w nowym roku!
Chrystus w chwale
Ewangeliarz Karola Wielkiego, VIII w.
