Instytucja papiestwa puchła i rozwijała się na przestrzeni wieków, choć były i odwroty od polityki centralizacji. Swoje apogeum osiągnęła w czasach ultramontanizmu, w okolicach XIX-wiecznych pontyfikatów Grzegorza XVI (potępienie rozdziału kościoła od państwa), Piusa IX (dogmat o nieomylności papieża), Leona XIII (uznanie tomizmu za jedyną “katolicką” teologię; prywatnie miłośnika popularnego wtedy wina z kokainą) i Piusa X (wprowadzenie przysięgi antymodernistycznej dla wykładowców akademickich i księży).
Sobór Watykański II zaaprobował zarówno rozdział kościoła od państwa, wolność sumienia, jak i kolegialność biskupów.
Wszystkie te trzy wymienione wyżej zagadnienia lefebryści krytykują (oczywiście twierdząc, że są z Rzymem w pełnej jedności).
Na marginesie wspomnę też pewien wywiad osobistego sekretarza papieża emeryta Benedykta XVI - abpa Gänsweina, w którym stwierdza, że urząd papieża jest teraz “kolegialny” - jeden żyje jak mnich i modli się za drugiego, który aktywnie zarządza (Franciszka). Mój tradi ziomuś po tym wywiadzie miał kryzys. Kolegialne papiestwo…
Przenieśmy się teraz 500 lat wcześniej, na inny sobór, dość istotny dla Reformacji, choć 100 lat przed nią.
Przenieśmy się do Konstancji.
Konstancja zakończyła (* hehehe, ale o tym później) okres panowania trzech papieży. Jednocześnie. Sobór w Konstancji w dekrecie “Haec sancta” orzekł, że sobór stoi ponad papieżem i na mocy tego postanowienia złożył z urzędu Jana XXIII, Benedykta XIII, przyjął abdykację Grzegorza XII i wybrał na papieża Marcina V. Innym dekretem zobowiązał też papieża do regularnego zwoływania soborów - co 10 lat. Jak się domyślacie, papieże zaczęli odchodzić od ogłoszonego przez sobór koncyliaryzmu (sobór ponad papieżem), skupiając coraz bardziej władzę w swojej ręce.
Ten sam sobór spalił Jana Husa.
W początkowej fazie Reformacji Luter wzywał do zwołania soboru powszechnego, by posprzątać nadużycia i rozpocząć reformy. Reformatorzy zostali nawet zaproszeni na Sobór Trydencki. Stronę ewangelicką reprezentował m.in. ks. Johannes Brenz, który na sobór jechał z Wyznaniem Wirtemberskim (“Confessio Virtembergica”). Choć reprezentował to dużo powiedziane. Ewangelikom zagwarantowano bezpieczeństwo, choć głosu zabierać nie mogli. Ciężko w ten sposób dialogować i wyjaśniać nieporozumienia. Możemy jednak być Bogu wdzięczni, że wizyta Reformatorów w Trydencie nie skończyła się jak wizyta Husa w Konstancji.
Na stosie.
- Benedykt XIII (Pedro de Luna) nigdy nie złożył urzędu sam. Do końca życia utrzymywał, że jest papieżem. Mianował nawet swoich kardynałów, którzy wybrali jego następcę. Po pewnym czasie linia de Luny podporządkowała się Rzymowi. Ale jest też fikcyjna i bardzo wciągająca kontynuacja tej historii. “Pierścień Rybaka” to książka Jeana Raspail’a, która opowiada losy linii awiniońskiej papieży aż do XX wieku. Nawet na końcu się wzruszyłem :D Polecam na wakacje :)
Ks. Johannes Brenz
witraż kościoła miejskiego w Ravensburgu, Niemcy
