Niewierzący nie pyta siebie o to, czy wierzy. Wierzący pytający siebie o to, czy wierzy, wierzy.
Tak mogę podsumować rozmowy o pewności wiary, które toczyła córka z ojcem w podkaście Queen of the Sciences, który poniżej Wam załączam.
Nawet dosadniej - wątpiący wierzy najprawdziwiej. Chrześcijanin może być bowiem pewien swego zbawienia, bo na nie nie zasługuje, nie wypracowuje go. Jak tu być pewnym, skoro się wątpi?
Teologowie przypominają tu bardzo ważny termin w duchowości luterańskiej:
ANFECHTUNG.
W naszej teologii oznacza on rozpacz, wątpienie, cierpienie, niepewność, pokusę, zmagania, niepokój.
I Zły, chcąc od wiary odciągnąć, pragnie, byśmy w tę rozpacz wpadli i swoją wiarę, swój skarb w glinianym naczyniu utracili.
Lub sam Bóg zsyła to doświadczenie na nas, by nas oczyszczać i uczyć pokory. By zwalczyć naszą pychę (opus alienum).
Czymś, co mnie jednak w podkaście uderzyło najbardziej, to pstryczek w stronę racjonalizmu w teologii protestanckiej, do którego po swoim nawróceniu się przyznawałem. Hinlicky’owie krytykują niepneumatyczną “wiarę” fundamentalistów (klaskałem, jak słuchałem), ale i racjonalistów. I trochę się musiałem zawstydzić.
Zauważają, że wiara fundamentalistyczna budowana na literalnym i bezkrytycznym przyjęciu tekstów biblijnych jako tekstów faktograficznych i stenograficznych chwieje się oraz nie przetrwa próby czasu w zderzeniu z argumentami nauk szczegółowych.
Racjonalistom obrywa się zaś za traktowanie wiary jako czegoś, co ma przekonać mocą argumentów. Przekonuje mnie to - wierzę. Nie przekonuje? A to w to już nie wierzę.
No i obrywa się też tym, co stawiają na “doświadczenie Boga”, (Schleiermacherystom).
Czymś, co najtrudniej jest mi opisać moim niewierzącym znajomym to, że wiara nie jest “ze mnie”, “ze środka”. Że na pytanie “dlaczego wierzysz?”, jedyną odpowiedzią, której mogę udzielić z całą pewnością to “nie wiem”.
Zbawcza wiara jest “z zewnątrz” (extra nos). Jako chrześcijanie MUSIMY więc zostawić miejsce na działanie Ducha. To nie naszą argumentacją, nie naszym bezkrytycznym przyjmowaniem, nie naszym doświadczeniem Boga, nie uczuciem, ani nie pewnością jest wiara.
Pewność wiary nie jest więc czymś subiektywnym, czymś we mnie. Moje zbawienie nie opiera więc na mnie, tym co czuję, tym co przyjmuję, czy tym, co mnie przekonuje.
Wiara jest czymś obiektywnym, bo zależy tylko i wyłącznie od Boga. Jest Jego nieodwoływalną obietnicą, której dochowuje zawsze. Obietnicą, której udziela w Słowie i w Sakramentach. Amerykańscy duchowni zwracają uwagę, że Duch Święty działa w Kościele, we wspólnocie, w liturgii, w sakramentach, w modlitwie, dlatego są one kluczowe dla wiary. By nie opierać jej na sobie, ale zostawić miejsce Bogu na działanie.
Chrystusowi, który jest Sprawcą i Wypełnicielem naszej wiary (Hebrajczyków 12)
Dlaczego mnie zaś dotknęła krytyka racjonalizmu? Bo gdy przyszedłem na Grodzką w Krakowie po raz pierwszy, to z takim przekonaniem, że w tym kościele nie muszę wierzyć w to, co mnie nie przekonuje. Praktyki na początku mojego nawrócenia ograniczały się do niedzielnego nabożeństwa, Bogu dzięki z Sakramentem Ołtarza. Pewnej niedzieli mój proboszcz walnął prosto z mostu na kazaniu, że chrześcijanin MUSI się modlić. Nie można być chrześcijaninem i się nie modlić. I zacząłem. Od Ojczenasza się zaczęło, a dziś kupuję inną liturgię godzin, bo mi mało psalmów w tej od Ev. Michaelsbruderschaft.
Czy wątpliwości zniknęły? Nie.
Czy moja wiara jest inna? Jest.
Czym jest?
Nie wiem.
Wiem, że będę żył. Że już żyję!
I mam tego pewność, bo obietnice Pana nie zawodzą.
Pięćdziesiątnica
Gustave Doré, 1883
