Przejdź do treści
Sola Scriptura To Bzdura
Wróć
Zielonoświątkowcy i ewangelikałowie nie są protestantami. To teza ks. Andrzeja...

Zielonoświątkowcy i ewangelikałowie nie są protestantami. To teza ks. Andrzeja...

Zielonoświątkowcy i ewangelikałowie nie są protestantami. To teza ks. Andrzeja Kobylińskiego, rzymskokatolickiego duchownego, profesora nauk filozoficznych. Duchowy na początku rozmowy z Danielem Chmarzyńskim w podkaście zaFIKsowany chrześcijaństwo dzieli na cztery gałęzie:

Moim zdaniem, podział jest uproszczony, ale nie o tym. Zaskoczyło mnie po prostu, że ks. Kobyliński nie zalicza ewangelikałów i zielonoświątkowców do rodziny protestanckiej, ale tworzy nową kategorię. Religioznawcą nie jestem, ale ja się z tym podziałem nie zgadam.

Jak może zauważyliście, jakąś wielką miłością do zielonoświątkowców i ewangelikałów nie pałam. Podziwiam ich gorliwość i zapał, kocham jak rodzeństwo w chrześcijańskiej wierze, ale podzielam wszystkie obawy, o których w rozmowie mówi gość podkastu. Link znajdziecie oczywiście poniżej.

To nie jest też tak, że dopiero sto lat temu chrześcijanie zaczęli utrzymywać, że mówią nieznanymi językami (glosolalia), lub obcymi sobie językami (ksenoglosolalia). Nie nowe również są ekstatyczne przeżycia, w których pojawiają się krzyki, płacz, upadki na podłogę etc.

Przekazy takie mamy nie tylko w Nowym Testamencie, ale i w średniowieczu:

Załączam Wam również film z religioznawczego kanału Religion for breakfast, na którym mówi się o korzystnych aspektach “mówienia językami”, wskazując które ośrodki w mózgu ulegają aktywacji w trakcie tego sposobu modlitwy.

Patrzę więc na ten sposób modlitwy, jak na… kolejny sposób modlitwy. Dla mnie trochę dziwny i niezrozumiały. Ale nie wszyscy też rozumieją moją miłość do kadzidła, pokłonów, śpiewania psalmów i w ogóle do starokościelnych elementów liturgii.

Nie wierzę, że glosolalia, trans, hezychazm, wizje i ekstazy mają niebiańskie pochodzenie. Przeciwnie, wierzę, że Stwórca umie posługiwać się swoim stworzeniem tak, by dać nam w życiu duchowym coś, co mój niegdysiejszy rzymskokatolicki kierownik duchowy nazwał “cukierkami duchowymi”.

Choć raz w życiu, nieproszenie, dostałem takiego cukierka, to nie próbuję go sobie tłumaczyć mechanizmami neurologicznymi. Mógłbym w tym dłubać, ale po co? Jestem świadom prawdopodobnych mechanizmów takich zjawisk, a tylko bym sobie odarł to doświadczenie z jego piękna, “przykładając mędrca szkiełko i oko”.

To był cukierek.

Pełnowartościowym pokarmem jest Słowo Boże.

Zwiastowane i spożywane.


Pantokrator Synajski

fot: własne

./img.jpg


Rozmowa z ks. Andrzejem Kobylińskim:


Podkast religioznawczy o glosolalii:


Udostępnij:

Poprzedni wpis
Latawica i ladacznica to nie są słowa li tylko z tekstów piosenek Ralpha...
Następny wpis
Nie tylko lefebryści lubią schizmy. Anglikanie też. I nie mam na myśli...