Bóg jest nielogiczny, a Biblia wewnętrznie sprzeczna. Można się rozejść. Tak brzmi część argumentów przeciwko judeochrześcijastwu, które zdarzało mi się słyszeć.
Rzymskokatolicki matematyk i teolog, ks. prof. Michał Heller, wygłosił kiedyś wykład na ten temat, że w zasadzie to według jakiej logiki Bóg miałby być logiczny? Bo logik jest wiele, dlaczego nie przyjmować, że Bóg posługuje się logiką parakonsystentną? Przecież On ostatecznie pozostaje poza naszym pojmowaniem.
Nie mam zamiaru też argumentować za wiarą w Boga, za chrześcijaństwem. Wiara, jak uczy Mały Katechizm, jest dziełem Ducha Świętego i nie jest redukowalna do przekonań intelektualnych, czy do przyjęcia istnienia Boga jako aksjomatu, bo w takim wypadku mamy ideologię, a nie zbawczą wiarę.
Ostatnio na piwku z kalwinistą dostałem pytanie:
Ty rzeczywiście wierzysz, że gdy Jezus mówi >TO JEST CIAŁO MOJE< będąc swoim ciałem obok, to ma na myśli, że to też jest jego ciało?
No i jak się pewnie domyślacie, jako zdecydowany luteranin z dumą w głosie odpowiedziałem TAK!
U ewangelików-luteran logika klasyczna w tym miejscu się chowa, a w głowie mały Marcin Luter przybija do mózgu pergamin z napisem “GEHEIMNIS” (niem. tajemnica). Sam Reformator mówi, że przecież Sakrament to nie jest jakaś kiełbasa zawieszona w mięsnym (ach! ten język Lutra).
Z kolegą podziękowaliśmy Bogu za Zgodę Leuenberską i nie drążyliśmy już dalej tematu, bo każdy z nas ma dość precyzyjne poglądy na ten temat. Chyba z ziomeczkiem nasze mózgi różnią się dopuszczalną ilością tajemnicy, zakresem stosowalności logiki klasycznej, zanim dojdzie do przepełnienia systemu XD
Rozkminianie i systematyzowanie w wierze jest bardzo potrzebne, by tworzyć modele, narzędzia, które da się wykorzystać w praktyce duszpasterskiej. Nie wierzę bowiem w teologię, która nie służy duszpasterstwu i formacji wiernych: ordynowanych i nieordynowanych.
Teolog to sługa zboru.
Teolog to członek zboru.
I takim sługą jest Filip Melanchton. Był przeciwieństwem Lutra - był systematykiem. To on napisał Wyznanie Augsburskie.
Pochylił się on w swoich “Miejscach teologicznych” (łac. “Loci theologici”) nad wiarą i zaproponował następujący podział:
- Notitia - zauważenie, przyjęcie do wiadomości, wiedza, zaznajomienie się z historiami biblijnymi
- Assensus - zgoda na nie, uznanie ich rozumem
- Fiducia - zaufanie, dar Ducha Świętego, że te obietnice dają życie wieczne i włączają w relację z Trójjedynym
Pierwsze dwa elementy nie są wiarą zbawczą, taką wiarę można mieć i będąc diabłem. Dla mnie, po kryzysie wiary, krok drugi był bardzo długo nie do przejścia. Ten krok pozwolił mi zrobić Bultmann (notka #318). I w moim, XXI-wiecznym poszukiwaniu, ów assensus oznaczał nie tyle przekonanie bez wątpliwości, co dojście do miejsca pt. “to może być prawdziwe”.
I jako chrześcijanin posłany w świat by “iść i czynić uczniami”, mogę jedynie dwa pierwsze punkty realizować. A nawet jedynie drugi. Bo w mojej bańce wszyscy post-katolicy historie biblijne znają, niektórzy lepiej ode mnie - wyposażeni w historyczno-krytyczny aparat z biblijnych podkastów.
To, czego im brakuje, jak mi się wydaje, to właśnie argumentowania z wątpliwości we własne wątpliwości, pokazywania, że w wierze chrześcijańskiej może coś być, że to całe chrześcijaństwo nie jest takie głupie. Reszta to już wyłączne dzieło Ducha Świętego.
Mozaika z Lutrem i Melanchtonem,
Drzwi z 95-tezami Lutra
Kościół Wszystkich Świętych w Wittenberdze
