Przejdź do treści
Sola Scriptura To Bzdura
Wróć
Hotelarstwo jako odpowiedź na prostytucję i alkoholizm nie przychodzi Wam...

Hotelarstwo jako odpowiedź na prostytucję i alkoholizm nie przychodzi Wam...

Hotelarstwo jako odpowiedź na prostytucję i alkoholizm nie przychodzi Wam pewnie do głowy jako pierwsze. A to błąd! W kontekście luteranizmu skandynawskiego to dość ciekawa odpowiedź na wszędobylski brak wstrzemięźliwości w korzystaniu bożych darów - zabaw, używek, napojów, pokarmów, czy intymności.

Często piszę Wam o luteraniźmie skandynawskim z perspektywy mi bliższej - starokościelnej, liturgicznej, sakramentalnej. Skandynawskiego luteranizmu nie ma jednak bez pietyzmu i bez ruchu przebudzeniowego.

Kojarzycie pewnie “skandynawskie wnętrza” i “skandynawską prostotę”. Nie bez wpływu na to były wspomniane ruchy religijne. W ramach XIX-wiecznego ruchu przebudzeniowego rodzi się idea Misji Wewnętrznych - działań społeczno-religijnych mających na celu ożywienie religijne ludzi już ochrzczonych i takich, którzy odbyli (często obowiązkową) katechezę. Zauważono, że misje zewnętrzne - do ludów nieznających Chrystusa są ważne, ale nie wolno też zapominać o ewangelizacji na miejscu.

Jednym z wyznaczników nawrócenia miało być np. odrzucenie alkoholu. Nie wstrzemięźliwość i umiar, ale całkowite jego wyeliminowanie. W parafiach “przebudzonych” zdarzało się więc segregowanie wierzących na “nawróconych” i “nienawróconych”. I tu chyba pojawia się mój największy zarzut do pietyzmu i przebudzenia: pominięcie tego co Paweł u Rzymian w rozdziale 7 pisze, a co dla (ortodoksyjnych) luteran jest po prostu stwierdzeniem faktu: jesteśmy uwikłani w grzech i grzechowi podlegli. Bo tacy po prostu jesteśmy. I dlatego potrzebujemy Zbawiciela.

A co z hotelami? Otóż, skandynawskie miasta i porty nie miały cieszących się dobrą opinią noclegowni. Często były to miejsca schadzek rzezimieszków, marynarzy, prostytutek i pijaków. Ruch Misji Wewnętrznych rozpoczął budowę hoteli misyjnych. W takich hotelach alkoholu nie serwowano w ogóle, w każdym pokoju znajdowała się Biblia, zaś o poranku można było dołączyć do wspólnej modlitwy.

Po II Wojnie Światowej, gdy sekularyzacja społeczeństw skandynawskich znacząco przyśpieszyła, hotele te zaczęły zanikać - sprzedawano je i przekształcano na zwykłe hotele. I miałem ostatnio okazję spać w takim przybytku, stąd cisza na blogun :D

Nie uważam, że pietyzm czy przebudzenie to ruchy co to zasady złe, choć jak się pewnie domyślacie - nie sympatyzuję z nimi jakoś szczególnie. Każdy ruch religijny ma swoje mocne i słabe strony. Pietystyczny nacisk na osobistą modlitwę, pomoc bliźniemu, pracowitość, umiar oraz formację własną (czytano nie tylko Biblię, ale i pisma Lutra) są mi bardzo bliskie.

Gdybyśmy jednak umieli sami zbudować Królestwo Boże, sami osiągnąć swoją pobożnością uświęcenie - nie potrzebowalibyśmy Ducha Świętego, nie potrzebowalibyśmy Boga.

Nie wołalibyśmy codziennie “przyjdź królestwo Twoje”.

Jakąś próbę kroczenia między pietyzmem a ortodoksją podjął w swojej książce “Stengrunden”, niestety nie wydanej po polsku, szwedzki biskup Bo Giertz (czyt. Bó Jeec). Link to jej anglojęzycznego (“The hammer of God”) wydania zamieszczam poniżej. Jest dostępna za darmo na Web Archive. Np i dziękuję pewnemu obserwującemu za polecenie :)


Wnętrze pokoju ze skansenu Fosnes Bygdemuseum

Norwegia

fot. Wikipedia, ilustracja do artykułu poświęconego pietyzmowi

./img.jpg


https://archive.org/details/bwb_P9-EEP-225/page/n8/mode/1up


Udostępnij:

Poprzedni wpis
Religia i polityka, tron i ołtarz, w ścisłym sojuszu to był niegdysiejszy (a w...
Następny wpis
Wydawać by się mogło, że bardziej konserwatywne ewangelickie kościoły powinny z...