Nie rozumiem kultu młodości i “fajności”. Już jako mały ministrant powiedziałem mojemu ówczesnemu proboszczowi, że jestem “starą babą” i nie podobają mi się młodzieżowe piosenki gitarowe. W akcie protestu, zacząłem chodzić na pierwszą mszę o 7:00.
Chyba od dziecka byłem protestantem 🙈
I o ile sam lubię starocie, nie uważam, że jedynie takie nabożeństwa powinny mieć miejsce - bo jesteśmy bardzo różnorodnymi chrześcijanami.
Natomiast coś co mnie nieustająco zadziwia, to pęd do bycia “mUodzieżowym”, kiedy dawno się już wyrosło z jedynki z przodu w swoim wieku.
Dalej uważam się za młodego człowieka, choć już zdecydowanie nie młodzież. Potrzebuję starszych od siebie, dojrzałych mężczyzn, kobiet, duchownych, przykładów chrześcijańskiego życia, ich doświadczenia życiowego. Potrzebuję autorytetów: życia, pracy, modlitwy, umierania.
Za co cenię sobie moje tradsowskie czasy, to za brak owego kultu młodości.
Podobną obserwację poczyniono w podkaście “From Highchurch with Love - der Podcast mit Tobi und Tobi”. Prowadzi go ksiądz Tobias Knöller z Kościoła Ewangelicko-Luterańskiego Niemiec Północnych (Nordkirche), wraz ze swoim mężem… diakonem Tobiasem Knöllerem. W pierwszym odcinku wspomnianego podkastu, “Es ist okay, anders evangelisch zu sein!”, mówią, że nabożeństwa nietradycyjne podobają się niemal wyłącznie “boomerom” (tj. ludziom, którzy pół wieku już przeżyli). Opisują, że sofa-gottesdienst, zimmer-gottesdienst etc. przyciąga wyłącznie starszych członków zboru.
Młodsi, którzy przychodzą do kościoła, jeśli już jacyś w ogóle przychodzą, wolą nabożeństwa tradycyjne.
Link do podkastu zamieszczam poniżej.
No i też mnie nie przekonują wypowiedzi jeszcze innych niemieckich “boomerów”, którzy mówiąc w samych superlatywach o nabożeństwie z pole-dancem po kazaniu, deklarowali, że chodziliby do kościoła częściej, gdyby nie było w nim tak “nudno”.
Oczywiście widziałem już w romkacie komentarze, że u ewangelików się odjaniepawla dziwne rzeczy. Cóż, podejrzewam, że część niemieckich duchownych rzymskokatolickich poczuła się zainspirowana.
“Fajne” i “mUodzieżowe” rzeczy są spoko. I taniec i koncerty z muzyką współczesną. I ruch i ogniskowe piosenki. Ale, moim zdaniem, fajne rzeczy są dostępne bez ograniczeń poza kościelnymi murami. Do kościoła przychodzę, by “kościołować”: śpiewać głębokie teologicznie pieśni, w ciszy badać sumienie, słuchać Słowa Bożego, karmić się Ciałem i Krwią Chrystusa.
Wierzę, że Słowo Boże ma moc i broni siebie samo. Nie potrzebuję go “ufajnionego” czy “umłodzieżowanego”.
Załączam Wam również chorał Lutra “Przyjdź, Duchu Święty, Stwórco”, w wykonaniu amerykańskich młodych dorosłych (young adult) na dedykowanej im konferencji Higher Things. Taką młodość to ja rozumiem - z szesnastowiecznymi chorałami luterańskimi ❤️
Kościół Wszystkich Świętych
Lund, Szwecja
fot. własne

Podkast “From Highchurch with Love - der Podcast mit Tobi und Tobi”
https://open.spotify.com/episode/1NyUUGAk4OpcJOZmznI2eZ
“Come Holy Ghost, Creator Blest” LSB 498