Cudem nazwałem w ostatniej notce to, co dzieje się podczas sprawowania Wieczerzy Pańskiej. I nie był to przypadkowy dobór słów :)
TEORETYCZNIE, w siostrzanej tradycji rzymskiej wierny nie ma obowiązku wierzenia w cudowne miejsca, źródełka, medaliki, wydarzenia, objawienia i uzdrowienia.
Cieszę się, że jako luteranin tego rodzaju zjawiska nie są mi ani proponowane ani nie wspomina się o nich w praktyce duszpasterskiej.
Luter, gdy krytykował pielgrzymki i sanktuaria, krytykował nie tyle samą ideę kościoła poświęconego jakiemuś zagadnieniu, jak i odwiedzanie takich miejsc, co przełożenie akcentów w duszpasterstwie polegające na proponowaniu praktyk innych niż te, które Pismo wprost poleca czynić - głosić Ewangelię i sprawować sakramenty.
Prawdziwym cudem Luter nazywa dobrą nowinę o zbawieniu z łaski - nie potrzeba zdobywać odpustów (np poprzez nawiedzenie kościoła, odbycie pielgrzymki, odmówienie określonych modlitw).
Nie oznacza to jednak, że luteranie nie pielgrzymują.
Pisałem już o tym, że ks. Nadia Bolz-Weber przeszła Camino, zaś inna duchowna ks. Sarah Hinlicky-Wilson (obecnie pracująca w Japonii) przeszła trasę z Wittenbergi do Rzymu (choć Luter zabronił 😂).
Gdy sam zmagałem się jeszcze jako katolik z wątpliwościami, pewien duchowny katolicki, któremu wiele zawdzięczam w swojej intelektualnej formacji, podał mi swoją definicję cudu - nagłe przymnożenie wiary.
Na dłuższą chwilę pozwoliła mi ona przestać zajmować się “faktycznością”, “obiektywnością” i “historycznością” zdarzeń nadprzyrodzonych.
Sceptycyzm wobec własnego sceptycyzmu nie pozwala mi powiedzieć zielonoświątkowym, katolickim czy prawosławym braciom w Chrystusie, że “cuda” się na pewno nie dzieją, choć tradycyjnie i historycznie rzecz ujmując, luteranizmowi bliska jest pozycja cesacjonizmu - wiary w to, że nadprzyrodzone zjawiska ustały wraz ze śmiercią Dwunastu.
Bardzo cieszę się jednak, że w tradycji luterańskiej Kościół (jeżeli dobrze kojarzę, to kościoły tzw. pierwszej reformacji - anglikanie i kalwiniści, również) nie skupia się na rozstrzyganiu i proponowaniu takich rzeczy, ani na czynieniu z nich elementów nabożeństwa.
W pierwszej kolejności luteranizm zachęca by żyć obietnicą życia wiecznego przyobiecaną w Świętej Ewangelii i udzielaną w Ciele i Krwi Chrystusa.
Bo obietnice Pana nie zawodzą.
W komentarzu ostatnia część Te Deum, barokowego francuskiego kompozytora - Charpentiera, w wykonaniu Les Arts Florissants - William Christie (ach te żwawe francuskie tempa 🥰)
In te Domine, speravi: non confundar in aeternum
(łac. W Tobie Panie zaufałem: nie zawstydzę się na wieki)
Fun fact: Początek tego Te Deum stał się hymnem Eurovision Song Contest
Ołtarz główny,
Oslo domkirke, luterańska katedra Oslo
